Ship

Właśnie wracam z konferencji Guidewire Connections. Pierwszą prezentację prowadził Mike Rosenbaum, nowy CEO Guidewire. Nawiązał do czasów, kiedy służył swojemu krajowi w marynarce wojennej. Jako nowy członek załogi musiał przyswoić dużo informacji, aby stać się produktywny. Przede wszystkim jednak, musiał przyswoić pryncypia, które prowadziły i wciąż go prowadzą w karierze zawodowej. Podejmując decyzje kieruje się następującymi priorytetami: ship, shipmate, self. Zdaniem Mike taka hierarchia pozwala osiągnąć sukces.

Prezentacji słuchałem w poniedziałek. Jest środa, a ja wciąż wracam do tego myślami. Postanowiłem zatem przelać te myśli na papier, żeby lepiej sypiać. Zadałem sobie dwa pytania: Gdzie jest Klient? Czy zgadzam się z zaproponowaną hierarchią?

Wierzę, że organizacje, które budują sukces na wiedzy, umiejętnościach i potencjale swoich pracowników powinny stawiać ich dobro na pierwszym miejscu. Powinniśmy tak kształtować rzeczywistość, żeby różne aspekty życia (w tym praca) uzupełniały się, a nawet aby była między nimi synergia. Sukces biznesu nie powinien być budowany czyimś kosztem, bo wyklucza to równowagę.

Jaka scena z Króla Lwa utkwiła Wam w pamięci najmocniej? Ja zapamiętałem tą, w której Mufasa tłumaczy Simbie, że wszystko jest połączone w wielkim kręgu życia. Tłumaczy, że jego zadaniem jako Króla jest zapewnienie równowagi. I tu błyskawicznie wracam do statku…

Ja to widzę tak: shipmate – client. Nie, nie zapomniałem o ship i self. Uważam, że organizacje powinny być zdefiniowane tak, aby umożliwiały pracownikom realizację celów oraz zachowanie równowagi. Ship – shipmate – self to jeden byt. I każda decyzja powinna uwzględniać takie założenie.