Ship

Właśnie wracam z konferencji Guidewire Connections. Pierwszą prezentację prowadził Mike Rosenbaum, nowy CEO Guidewire. Nawiązał do czasów, kiedy służył swojemu krajowi w marynarce wojennej. Jako nowy członek załogi musiał przyswoić dużo informacji, aby stać się produktywny. Przede wszystkim jednak, musiał przyswoić pryncypia, które prowadziły i wciąż go prowadzą w karierze zawodowej. Podejmując decyzje kieruje się następującymi priorytetami: ship, shipmate, self. Zdaniem Mike taka hierarchia pozwala osiągnąć sukces.

Prezentacji słuchałem w poniedziałek. Jest środa, a ja wciąż wracam do tego myślami. Postanowiłem zatem przelać te myśli na papier, żeby lepiej sypiać. Zadałem sobie dwa pytania: Gdzie jest Klient? Czy zgadzam się z zaproponowaną hierarchią?

Wierzę, że organizacje, które budują sukces na wiedzy, umiejętnościach i potencjale swoich pracowników powinny stawiać ich dobro na pierwszym miejscu. Powinniśmy tak kształtować rzeczywistość, żeby różne aspekty życia (w tym praca) uzupełniały się, a nawet aby była między nimi synergia. Sukces biznesu nie powinien być budowany czyimś kosztem, bo wyklucza to równowagę.

Jaka scena z Króla Lwa utkwiła Wam w pamięci najmocniej? Ja zapamiętałem tą, w której Mufasa tłumaczy Simbie, że wszystko jest połączone w wielkim kręgu życia. Tłumaczy, że jego zadaniem jako Króla jest zapewnienie równowagi. I tu błyskawicznie wracam do statku…

Ja to widzę tak: shipmate – client. Nie, nie zapomniałem o ship i self. Uważam, że organizacje powinny być zdefiniowane tak, aby umożliwiały pracownikom realizację celów oraz zachowanie równowagi. Ship – shipmate – self to jeden byt. I każda decyzja powinna uwzględniać takie założenie.

Uwolniona

Czytałem ostatnio wspomnienia Tary Westover https://www.goodreads.com/book/show/35133922-educated i wciąż zastanawiam się o czym jest ta książka. Na pewno nie jest o edukacji, Mormonizmie ani o fanatyzmie religijnym. Edukację w jej przypadku mógł zastąpić na przykład sport, Mormonizm dowolna inna religia, a chory fanatyzm ojca wojskowa dyscyplina.

Tara w trudnych momentach dostała wsparcie od bliźnich, ale sama musiała podjąć trudne decyzje. Mam wrażenie, że czeka ją jeszcze dużo pracy nad sobą, aby uporządkować myśli i nie cofnąć się w rozwoju o 20 lat. W sumie to przygnębiająca konkluzja.

Książkę polecam czytelnikom o mocnych nerwach, bo poziom absurdu zagraża zdrowiu psychicznemu.

Today matters

Nie ma wiele książek, do których wracam, ale do tej zamierzam: https://www.goodreads.com/book/show/389921.Today_Matters. Przystępna, ciekawa forma, masa anegdot i historii z życia, a przede wszystkim masa inspiracji. Jeden z rozdziałów pewnie przeczytam jeszcze kilka razy. Poza teorią John Maxwell zaproponował formułę samodoskonalenia, która pozwala wypracować pozytywne nawyki w wybranych dziedzinach życia. Przetestuję i być może za jakiś czas odniosę się w tym miejscu do efektów oraz samej formuły.

Kiedyś na spotkaniu z coachem usłyszałem, że nie coachuje się pracownika tylko człowieka. Innym razem, że po zakończonym dniu pracy nie powinno się od tej pracy całkowicie odcinać. Praca, niezależnie od jej charakteru, jest istotną częścią życia. Życie zawodowe i prywatne nie powinny być oddzielone, powinny się uzupełniać.

Jakoś tak już jest, że w pewnym momencie szukamy balansu, przynajmniej większość z nas. Ale to błąd, bo balans oznacza równowagę między czymś rozłącznym, która jest nieosiągalna i nie jest dobra. Myślę, że powinniśmy szukać harmonii, która daje poczucie sukcesu i satysfakcji. Różne dziedziny naszego życia powinny się zazębiać i uzupełniać. To harmonia, która może dawać efekt synergii. John Maxwell wyjaśnia jak rozumie poszczególne dziedziny i jak pracować, aby osiągnąć harmonię.